Archiwum kategorii:Fagot

Jak ustrzec się nieproszonych gości w instrumencie

W poprzedniej notce pisałem o różnych nieproszonych gościach, jacy mogą nam się zadomowić w instrumencie – robaki, owady i inne małe żyjątka nie od dziś stanowią prawdziwą zmorę instrumentalistów grających na instrumentach dętych. W tym wpisie znajdziecie z kolei kilka dobrych rad, jak ustrzec się przed podobnymi niespodziankami:

– przechowuj instrument w miejscu czystym i wolnym od kurzu. W żadnym wypadku nie może to być garaż, piwnica albo strych
– staraj się regularnie czyścić futerał
– włóż do futerału kilka kulek cedrowych. Powinny to być kulki drewniane, nie zaś jakieś plastikowe nie-wiadomo-co-pachnące-jak-cedr. Wystarczy po prostu umieścić w futerale kilka kulek i wymieniać je co kilka miesięcy. Możesz też spróbować z kulkami na mole, tylko ostrożnie – one śmierdzą jak nieszczęście!
– jeśli masz taką możliwość, przechowuj swój instrument w cedrowym futerale
– i najważniejsze – GRAJ REGULARNIE 🙂

Jeśli kupujesz używany instrument, koniecznie obejrzyj go ze wszystkich stron, zwracając szczególną uwagę na poduszeczki. Najlepiej obejrzyj instrument w towarzystwie jakiegoś doświadczonego serwisanta.

Nieproszeni goście

Instrumentaliści grający na instrumentach dętych niejednokrotnie stykają się z iście obrzydliwym problemem: robaki i owady wewnątrz instrumentu! Dziś taka niespodzianka spotkała mnie – musiałem odetkać i przeczyścić es od fagotu, gdyż jakiś bliżej nieokreślonego gatunku owad postanowił sobie w nim zamieszkać i tym samym zablokować swoim cielskiem przepływ powietrza.

Niestety, instrumenty dęte drewniane – podobnie jak smyczkowe – są bardzo wrażliwe na nagłe i niespodziewane ataki ze strony wszelkiej maści małych żyjątek. Szczególnie często insekty atakują flety i klarnety.

Po czym poznać, że nasz instrument stał się domem dla któregoś z nich?
– intonacja staje się niestabilna i w żaden sposób nie udaje się jej ustabilizować
– poszczególne dźwięki lub nawet całe partie dźwięków z jakiegoś powodu „nie brzmią”
– jeśli w instrumencie lub na poduszeczkach zauważyłeś dziurki, nadgryzienia lub małe tunele, których wcześniej nie było, najprawdopodobniej stanowią one dzieło jakiegoś robaka

Czasami ślady w postaci np. nadgryzień czy tuneli są widoczne dopiero pod szkłem powiększającym.

Pół biedy, jeśli insekt zatkał Ci es lub jakiś inny niedrewniany element – w większości przypadków wystarczy go po prostu oczyścić. Jeśli jednak podejrzewasz, że nieproszony gość zadomowił się w środku instrumentu, wówczas najlepiej oddać go do serwisu.

Aleksander Tansman – życiorys

Aleksander Tansman (12 czerwca 1897 w Łodzi – 15 listopada 1986 w Paryżu) był francuskim kompozytorem oraz pianistą-wirtuozem polskiego pochodzenia. Młodość spędził w rodzinnej Polsce, jednak większość życia mieszkał we Francji. Jego muzyka jest w dużej części neoklasyczna i zawiera w sobie wpływy polskie, żydowskie jak również francuskie.

Tansman urodził się i wychował w Łodzi. Pochodził z dużej rodziny żydowskiej, która jednak nie przywiązywała większej wagi do religii.

Chodź swoją edukację muzyczną rozpoczął w konserwatorium w Łodzi, w późniejszym okresie studiował prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Krótko po ukończeniu studiów przeprowadził się do Paryża, gdzie jego pomysły muzyczne, częściowo inspirowane twórczością Strawińskiego i Ravela, spotkały się z większą akceptacją i zainteresowaniem, w przeciwieństwie do bardziej konserwatywnej Polski. Już w Paryżu, Tansman podjął w Ecole de Paris współpracę z licznymi kompozytorami również pochodzącymi spoza Francji. Odmówił dołączenia do Les Six (do czego namawiali go Honegger i Milhaud), tłumacząc to dążeniem do zachowania niezależności twórczej.

Choć poślubił Francuzkę i w domu posługiwał się językiem francuskim, Tansman zawsze mówił o sobie jako o Polaku.

W 1941 roku, z uwagi na zawieruchę wojenną, Tansman przeniósł się do Los Angeles (wizę załatwił mu jego przyjaciel Charlie Chaplin), gdzie poznał Arnolda Schoenberga. Tansman skomponował ścieżki dźwiękowe do co najmniej dwóch hollywoodzkich filmów: Flesh and Fantasy oraz filmu biograficznego opowiadającego o życiu australijskiej lekarki Elizabeth Kenny. Ogółem napisał muzykę do sześciu filmów, z czego za jeden z nich – „Paris Underground” z 1946 roku – zdobył nominację do Oscara.

Choć Tansman po wojnie powrócił do Europy, jego kilkuletnia nieobecność na starym kontynencie sprawiła że stracił w tym czasie kontakt z muzyką tego okresu, zaś jego twórczość w oczach publiczności nie była już tak świeża, co spowolniło jego wcześniej szybko rozwijającą się karierę. Nie był już „na czasie” z francuskimi prądami, które pod względem stylistycznym stały się bardziej awangardowe, postanowił więc Tansman wrócić do polsko-żydowskich korzeni, co w późniejszym czasie dało efekt w postaci jego największych dzieł. W tym czasie począł odnawiać swoje związki z Polską, choć kariera muzyczna i rodzina cały czas trzymały go we Francji.

Sterylizacja stroików

Instrumentaliści grający na instrumentach dętych pojedynczo- i podwójnostroikowych często zastanawiają się, czym i jak czyścić swoje stroiki. Często stosowaną metodą jest po prostu szorowanie go szczoteczką z nałożoną niewielką ilością pasty do zębów. Okazuje się jednak, że metod i środków jest o wiele więcej. W niniejszym wpisie poznamy te, którymi podzielili się użytkownicy forum The International Double Reed Society:
– moczenie stroika w roztworze wybielacza, w stosunku wybielacz 1 część, woda 9. Tak przygotowana mikstura jest w stanie zabić praktycznie wszystkie zarazki, nie wyrządzając przy tym szkody ani stroikowi, ani grającemu. Czyszczenie stroika w ten sposób należy przeprowadzać bardzo ostrożnie, najlepiej w ubraniu na którym jakoś szczególnie nam nie zależy…
– moczenie stroika w preparacie Sterisol. Cytując za stroną producenta: „Preparat alkoholowy w żelu do chirurgicznej i higienicznej dezynfekcji rąk. Mikrobiologicznie czysty przez cały okres używania”
– jeśli macie wśród znajomych życzliwego dentystę, możecie zapytać go o środek do płukania ust. Jednym z takich „oczyszczaczy” jest Peridex. Zwykle takie preparaty wydawane są tylko na receptę, ale może uda się „wymodlić” dla siebie chociaż jedną buteleczkę…
– niektórzy instrumentaliści moczą swoje stroiki w wódce lub alkoholu izopropylowym 70%. Oczywiście metoda niepolecana jeśli stroiki są przeznaczone dla uczniów
– można też do tego celu wykorzystać preparat Lysterine – uwaga, najlepiej bezsmakowy! Dobrze oczywiście rozcieńczyć go w wodzie
– nieśmiertelna woda utleniona również pomoże nam oczyścić stroik. Można nią również wydłużyć żywot stroikowi, który już się zużywa – wystarczy włożyć go na kilka godzin (na przykład na noc) do kubeczka z wodą utlenioną, a następnie wyjąć, zamoczyć w „normalnej” wodzie (pamiętajmy, że woda utleniona posiada właściwości silnie wysuszające!) i pozostawić do wyschnięcia
– w sklepie online Crispin’s Creations można zakupić specjalny czyścik ultradźwiękowy do stroików, który pozwala nie tylko usunąć zarazki, ale również pozbyć się ze stroika cząsteczek pożywienia

Kilka słów o zaletach „grania z banią”

Nauczyciele gry na fagocie miewają czasami tendencję do czepiania się swoich uczniów jednej rzeczy: żeby podczas gry pilnowali, aby ich policzki były płaskie. Nie wiem jak to ująć w słowa tak, aby było prosto i zrozumiale – chodzi o to, aby podczas grania na policzkach nie tworzyły się bańki powietrza.

Oczywiście, pewnie ma to jakieś swoje plusy, głównie o charakterze wizualnym, z doświadczenia jednak wiem że może to powodować pewne problemy. Najbardziej bolesną konsekwencją takiego grania może się okazać zaciśnięcie ust, a co za tym idzie – ból.

Owo zaciśnięcie powoduje, że dopływ krwi do mięśni ust jest utrudniony, konsekwencją zaś tego jest zmniejszone odprowadzanie pojawiającego się w mięśniach kwasu mlekowego. Skutkiem tego z kolei u grającego pojawia się ból, który prędzej czy później zmusi go do przerwania gry, a w końcu odłożenia instrumentu na resztę dnia.

Jeśli jednak przyjrzeć się takiemu Klausowi Thunemannowi, Sergio Azzoliniemu czy innym znanym fagocistom, zarówno grającym solo jak i w orkiestrach, często można zauważyć coś zupełnie odwrotnego. Podczas grania mocno nadymają oni swoje policzki. U różnych fagocistów różnie to wygląda, u jednych powstają małe „piłeczki pingpongowe”, u innych pojawiają się balony jak u Dody (oczywiście umieszczone w trochę innym miejscu).

Naturalnie, fagociści pilnują przy tym, aby nie puszczać ust i nie „wypluć” stroika.

Okazuje się, że takie granie niesie za sobą wiele plusów. Przede wszystkim, większy komfort – luz podczas grania powoduje lepszy przepływ krwi, co pozwala szybciej odprowadzać z mięśni ust kwas mlekowy, nawet więc w razie pojawienia się bólu dość szybko on ustępuje.

„Granie z banią” niesie za sobą również korzyść w postaci lepszej jakości dźwięku. Jest on bardziej szlachetny, okrągły i głęboki, nie zaś szorstki i płytki.

Janiak – światowej klasy esy made in Poland

Jak pewnie większość fagocistów wie, jednym z najważniejszych elementów fagotu od którego bardzo wiele zależy, jest es – metalowa rurka z korkiem, na którą nakłada się stroik celem wydobycia jednych z najpiękniejszych dźwięków na świecie.

Większość esów standardowo dokładanych do fagotów niestety nie jest zbyt dobrej jakości. Mają problemy z intonacją, brzmieniem, rzadko zdarzają się esy naprawdę dobre, których nie trzeba byłoby wymieniać. Stąd wielu fagocistów po pewnym czasie zaczyna rozglądać się za czymś lepszym.

Wiadomo, że Yamaha, Heckel itd. to klasa światowa. Szczególnie esy hecklowskie potrafią świetnie brzmieć na większości fagotów, nawet bardzo słabych i w stanie wskazującym na wysoki stopień zużycia. Jednak jest pewien polski producent esów, który potrafi zbić na głowę nawet Heckla.

Prawdziwą furorę robią ostatnio esy Janiaka. Posrebrzane lub pozłacane esy polskiej produkcji są dostępne w kilku rozmiarach – zerówki, jedynki i dwójki. W razie potrzeby mozna do nich dołożyć nakładkę. Sam od jakiegoś czasu posiadam posrebrzany es Janiaka, zerówkę, i bardzo go sobie chwalę.

Es bardzo dobrze przyjmuje dźwięk – dużo lepiej od esu hecklowskiego! – a przy tym posiada bardzo ładną barwę dźwięku. Probemów intonacyjnych prawie nie ma. Barwa dźwięku jest nieco jaśniejsza niż u Heckla, jednak można ją w pewnym stopniu zmienić, modyfikując stroik.

W porównaniu z takimi Hecklami, esy Janiaka są dosyć tanie. W sklepach internetowych kosztują ok 2500 złotych, jednak ja kupowałem swój es bezpośrednio u Janiaka i dostałem go za równe 2000. Wydatek się opłacił, ponieważ dzięki temu esowi wzrósł mój komfort gry, nabytek pozwolił też wyeliminować pewne problemy występujące dotychczas w trakcie gry.

Copyright © 2017. Powered by WordPress & Romangie Theme.